Odnajduję swój głos: Refleksje na temat moich nastoletnich lat wypełnionych podróżami

Poniższa refleksja została napisana przez uczennicę klasy 2018 Jessicę Meniere.

W wieku szesnastu lat hobby stało się dla mnie kolekcjonowanie miejsc docelowych, mil lotniczych i biletów lotniczych w jedną stronę. Moje rzeczy mieszczą się w limicie wagowym 23 kg, a zmęczone koła mojej walizki znajdują schronienie w labiryncie hal odlotów i przylotów lotnisk. Niosę trzy języki jak bagaż na ustach, ciężkie i zmagające się ze sobą; w sposób naturalny poruszam się pomiędzy ojczystym francuskim mojego ojca i rdzennym południowoafrykańskim angielskim mojej matki, w obu tych językach nie czuję się jak w domu. W jednym kraju wydaję się zbyt francuski, a w drugim zbyt angielski, w związku z czym przyjąłem swój trzeci dialekt, samodzielnie skonstruowany misz-masz wymieszanych i wyostrzonych intonacji i akcentów, który wznosi się i zatacza, pochyla i opada w zależności od klimatu i geograficznego przeznaczenia.

Młody ja w Cevennes, Francja

Urodziłem się w RPA, kraju wciśniętym głęboko w dno czerwonego kontynentu afrykańskiego, kraju, który jest domem dla 11 języków urzędowych. Spędziłem tu swoją młodość, biegając boso po gorącym piasku plaży, a pomiędzy angielskim, afrikaans i zulu, byłem karmiony słońcem, boerewors i obfitością slangu, który nie ma absolutnie żadnego sensu dla nikogo poza Południowoafrykańczykami. Mój południowoafrykańskie nigdy nie dojrzała wystarczająco długo, aby zakorzenić się i rozwijać, a w wieku dziewięciu lat, zostałem wyrwany z plątaniny mojej dalszej rodziny i przyjaciół i wysłany głową w dół do suchego pustynnego upału Dallas, Texas.

To tutaj spędziłam dwa lata pod amerykańskim wpływem, szybko nauczyłam się drawlować, y'all i przysięgać wierność fladze. Żyłam amerykańskim snem o stoiskach z lemoniadą, przewodnikach dziewczyn i Halloween. Przytulano mnie w szkole i poza nią, a każdy był zwycięzcą, ale gdy tylko przestałam się potykać w czasie hootenanny lub gdy nie potykałam się już o stopy, metry czy mile, nadszedł czas, by się spakować i ruszyć w drogę.

Szybko nadeszło idealne lato w Prowansji... Trzy mgliste letnie miesiące spędzone w rozpadającym się domu artysty, który został złapany i zaklinowany pomiędzy St Victoire i Aix en Provence. Francuskość nagle wypełniła moje podniebienie, mój język i mój świat.

Prosto z tego letargicznego, suchego francuskiego lata wskoczyliśmy z jet lagiem do wilgotnego i uporządkowanego Singapuru. Francuska nonszalancja została szybko zastąpiona posłuszną i skrótową wersją języka angielskiego, zwaną Singlish. Był on bezpośredni, krótki i kruchy, trochę jak transport publiczny, na którym zaczęliśmy polegać. Singapur był bezpieczny, lśniący i nieco robotyczny; słowa były wydawane oszczędnie, a odpowiedzi z pewnością zawierały "La/h" na końcu zdania. Pomiędzy tropikalnymi popołudniowymi ulewami i smażonym kurczakiem z ryżem szybko nauczyłem się, że aby się dopasować, trzeba kolorować na marginesach, ponieważ większości rzeczy "nie da się zrobić, lah!".

Nocny targ w Marakkech, Maroko

Zanim zdążyłam zapomnieć o moich wydajnych rutynowych czynnościach, znalazłam się w Bangkoku. Miasto, które widziało mnie siedzącego z boku za taksówkami motocyklowymi, balansującego na taksówkach wodnych i trzymającego się tuk tuków. Przebrnęłam przez podstawowe tajskie i uliczne jedzenie, robiąc blaty z moich kolan, a chodniki z krzeseł. Sparzyłam sobie język na wymowie, niepisanych zasadach i chilli, a ukoiłam go kleistym mango w kokosowym ryżu. Nauczyłam się iść z prądem, brudem, zapachami, powodziami, a nawet zamachem stanu.

Ale wkrótce moje satay ustąpiły miejsca soufflés, spakowałam sandały i sarongi, odłożyłam moje Wai's i zastąpiłam je Vous et Tu. Wypełniłam walizkę pamiątkami i zamknęłam ją w chaosie Bangkoku, by otworzyć ją w sennych górach Prowansji we Francji. Przyjęłam prowincjonalizm Aix, pływałam w jeziorach, nurkowałam z klifów, przyjmując życie na świeżym powietrzu i postawę: cotygodniowe targi, festiwale muzyczne i zbieranie owoców. Mój zmiękczony język szybko stał się gruby i ciężki od południowego lingo, nauczyłem się wymawiać słowa głośno i z przekonaniem, dziko gestykulując, jednocześnie rzucając wykrzyknikami dla lepszego zrozumienia. Nie minęło wiele czasu, gdy miałem zadatki na dobrego marsylskiego marynarza. Jednak po "roku w Prowansji" zasunęliśmy okiennice i ruszyliśmy na północ. Do Lille, gdzie nastąpił rok deszczu i ciepłych ludzi. Jedzenie było inne, krajobrazy płaskie, a dialekt między seplenieniem a seplenieniem w niczym nie przypominał francuskiego, który zaczynałem opanowywać.

Podczas gdy moja walizka stała się wilgotna i lekko zatęchła, wpadłam na podróżującą szkołę, THINK Global School. Szkoła, której sale lekcyjne nie są standardowymi 4×5, ale raczej ozdobione prawdziwymi polami ryżowymi w Tajlandii lub górami w Peru, z etosem eksploracji, zrozumienia i przyjęcia prawdziwej nauki o życiu. Idealne rozwiązanie dla studentów, którzy muszą pokonać barierę językową związaną z emigracyjnym stylem życia.

Wędrówki po Peru z THINK Global School

To tutaj, w Peru, gdzie wysokość skradła mi oddech, gdzie mój francuski zamienił się w hiszpański. To tutaj, w Maroku, ubrana w hidżab, francuski znów zszedł z mojego języka. To tutaj, w San Francisco, wśród społeczności LGBTQ, skowyt powrócił na moje usta, albo tutaj, w Kolumbii Brytyjskiej, gdy przedzierałam się przez runo leśne w Lillooet, skowyt ustąpił miejsca łagodniejszemu, kanadyjskiemu nalotowi.

Niedawno wróciłam do Republiki Południowej Afryki, mojego pierwszego domu, na letnią przerwę (zima na południu) z kolekcją tradycji, przyjętych zwyczajów i języków, których nie mam od urodzenia, ale które teraz stały się częścią mojej świty, która podąża za mną, tworząc część mojego przywłaszczonego języka wernakularnego. Aby zażegnać mój złożony kryzys językowy, a jeszcze bardziej, aby się dopasować; podróżując po przemijającym krajobrazie, zapożyczam i imituję akcenty, aby stworzyć mój własny, charakterystyczny dialekt, który mogę nazywać swoim własnym.

Kiedy więc ludzie pytają mnie po raz pierwszy: "Skąd jesteś?", myślę, że z nikąd.

"Wszędzie" - odpowiadam.